Waldemar M. Gaiński



Talent samorodny


         To określenie w odniesieniu do naszego dzisiejszego autora nie jest postawione na wyrost. Aczkolwiek tak zwykle określa się zdolnych "naturszczików" - i Rafał "Jeżyk" Kasprzak w dużej mierze przystaje do tej etykietki. Etykietki są jednak tylko etykietkami i pozostają wyłącznie czynnikiem tzw. pierwszego kontaktu z osobowością autora. Kontaktu, dodajmy, często złudnego. A Kasprzak talentem samorodnym jest niewątpliwie. Tzn. człowiekiem obdarowanym tym szczególnym darem, jakim jest zdolność tworzenia poezji.
         Urodził się 29 sierpnia 1973 r. w Częstochowie. Debiutował w 1993 r. na łamach "Dziennika Częstochowskiego - 24 godziny". jego wiersze znalazły się też w wyborze wierszy częstochowian, "Czarno - białe rysunki", pod red. I. Smolki i P. Matywieckiego (Częstochowa 1995, OPK Gaude Mater, ss. 94). O mniej znaczących publikacjach w efemerycznych pisemkach wspominać nie warto, aby nie "paskudzić" młodemu autorowi biogramu. Rafał "Jeżyk" Kasprzak na chleb zarabia jako sanitariusz w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Częstochowie. Codziennie styka się ze śmiercią (vide: wiersz dedykowany "Gutkowi"), co znajduje ślad w jego twórczości. Bo nie może być inaczej, jeśli z Ostatecznością i nieodwracalnością spraw ostatecznych styka się poeta. Tym bardziej, że jest to poeta zdolny i ambitny.
         Podobają mi się te krótkie, "męskie" wiersze z dosadnymi i wielowymiarowymi pointami. Kasprzak ma dar i łatwość słowa. Wie, co ma powiedzieć, ale też wie co przemilczeć, aby wiersz zyskał artystyczną i egzystencjonalną głębię. Taka łatwość wymaga, wbrew pozorom, dużej pracy intelektualnej. Klimatem i formą wiersze te kontynuują osiągnięcia poetyckie formacji, określanej jako Nowa Prywatność lub Nowe Roczniki. Sposób narracji zaś i konstrukcja pierwiastków dramatycznych realizuje natomiast postulat artystyczny pokolenia jeszcze starszego, tj. Nowej Fali. A konkretnie mam na myśli hasło "mówienia wprost" Kornhausera i Zagajewskiego. Choć nie jestem pewien, czy młody poeta jest tego świadom. Urodził się bowiem wówczas, gdy tężał głos poetów Nowych Roczników.
         Chętnie, gdzieś powiedzmy za rok, poczytałbym tomik wierszy Rafała Kasprzaka. Wydany jednak w jakiejś przyzwoitej oficynie, a nie np. u pana P. Utwory naszego autora bowiem są za dobre na byle jaki sznyt.
         Rozwój poetycki Rafała "Jeżyka" Kasprzaka wart jest uważnej obserwacji. Nie tylko z zawodowej powinności.



Gazeta Częstochowska, 1996, nr 25
Ryszard "Sidor" Sidorkiewicz


Poetycka Częstochowa rocznik 73


          "Bog lubit trojcu" - mawiają Rosjanie. Być może dlatego Pan w mądrości swojej powołał do życia w tym samym roku (1973) Arkadiusza Franię, Rafała "Jeżyka" Kasprzaka oraz Piotra Tomasza Tarnowskiego, związał ich losy z grodem nad Wartą i obdarzył umiejętnością pisania wierszy. Wymieniona trójka należy do młodego pokolenia częstochowskich literatów, ale wszyscy oni zdążyli już wydać swoje pierwsze książki i zaistnieć w obiegu czytelniczym jako utalentowani poeci.
         (...)Rafał "Jeżyk" Kasprzak, na co dzień pracownik częstochowskiej służby zdrowia, jest autorem bardo udanego debiutu książkowego - Ostry dyżur (1996). Jego wiersze to gorzka, "męska" refleksja nad zawikłana rzeczywistością. Poeta unika intelektualnej i artystycznej spekulacji, mówi wprost - dosadnie i zwięźle:

Piździ łeb chce urwać
żreć się chce
do domu daleko
nikt tędy nie jeździ (...)

(Na przystanku)

         Oszczędna, a jednak treściwa metafora oraz zaskakująca pointa ("w szklance hoduję pleśniaka / i o nic więcej mi nie chodzi") (xxx - Opuściła mnie bieda), to ważne atuty wierszy Rafała Kasprzaka. Autor Ostrego dyżuru niebawem wyda swoją druga książkę i, głęboko w to wierzę, potwierdzi ona wysoką pozycję Rafała Kasprzaka wśród częstochowskich twórców.
         (...) Oczywiście próba odczytania wierszy trójki poetów jako głosu pokolenia częstochowskich dwudziestosiedmiolatków spełzły na niczym. To lektura ukształtowanych już postaw twórczych wypowiadających się w osobnych formach własnego stylu. Nam czytelnikom wypada się jedynie cieszyć, że pojawiły się w tym samym czasie i tym samym miejscu. Bog lubit trojcu.



Proza, proza, proza... tom VI, redakcja Konrad Strzelewicz, Kraków 2000, s. 416-417

Ignacy S. Fiut


Ogrody Poetów

( Szkic o poezji ekologicznej )


         Sztuka ekologiczna, do której także należy poezja, traktuje przyrodę jako ogród wspólnoty ludzkiej na Ziemi, zaś planetę jako okręt płynący od milionów lat w przestworzach Kosmosu. Artysta zorientowany ekologicznie widzi w przyrodzie pewne wartości fundamentalne, ważne dla pomyślnej egzystencji człowieka na planecie, zaliczając go równocześnie w poczet istot żywych, przez fakt przysługującego mu życia biologicznego z tym ogrodem ściśle zintegrowanego. Na nim jako istocie w pełni świadomej spoczywa wiec powinność troski o przyrodę: rewerentne odnoszenie się do wszystkich jej form różnorodności, które powstały jako wynik ich adaptacji do różnorakich środowisk na Ziemi, tworząc tym samym wysoce złożony system, określany mianem biosfery, a często przez myślicieli nazywany Gają, sugerując, że przyroda jako całość jest boginią - matką, której winni jesteśmy wdzięczność oraz cześć, gdyż posiada takie wartości w sobie ważne dla ludzi, iż należy je postrzegać jako realne sacrum. Henryk Skolimowski mówi nawet, że przyroda jest naszą świątynią, a jej utrata pociągnie za sobą bezpowrotny upadek gatunku ludzkiego - jego ostateczne wypędzenie z przysłowiowego raju.
         Kształtowanie wrażliwości ludzi na wartości, które są zakorzenione w przyrodzie, staje się więc credo artystów zorientowanych ekologicznie, przybierając formę twórczej powinności a nawet obsesji. Wykonują ją zasadniczo na dwa sposoby: przybliżają przyrodę w swych dziełach jako źródło wszelkiego piękna, dobra i harmonii, starając się pobudzać wzniosłe uczucia pod jej adresem, albo ukazują jej drastyczną degradacje, rozkład i oszpecenie, co z kolei musi rodzić u odbiorcy poczucie brzydoty, strachu i świadomości bytowego zagrożenia, wzmacniane przez rozliczne formy zła żywiołowo pojawiającego się w otaczającym nas świecie. Najczęściej jednak twórczość artysty oscyluje między tymi dwoma ekstremalnymi doświadczeniami oraz inspirowanymi przez nie wizjami artystycznymi. Także i poeci stosują podobne strategie literackie, by przy odpowiedniej wersyfikacji przywołać owe obrazy natury z człowiekiem w tle, które pobudzą u czytelnika określone pokłady uczuć, nastrojów i emocji w związku z doświadczeniem estetycznym wartości tkwiących właśnie w przyrodzie. Oni ją przecież mimochodem doświadczają, ale dopiero wstrząs wywołany przez kreację artystyczną związaną z takim doświadczeniem uwalnia u odbiorcy ów proces powrotu wrażliwości i skierowuje jego intencjonalność ku wartościom immanentnie zawartym w świecie istot żywych.
         Pokusimy się więc o przeanalizowanie kilku zbiorów poetów współczesnych, by dokonać wglądu w ich techniki nastrajania rewerentnego ludzi na wartości ich środowiska naturalnego, bez którego życie na planecie zdaje się byt niemożliwe.
         (...) Młodzi poeci, którzy zgodzili się bez większego sprzeciwu na nomadyzm artystyczny, nie mogą mieć obiektywnie własnego ogrodu: mogą go sobie zbudować i nieść go ze sobą po swej drodze artystycznej przez świat. Do pokolenia tego należy niewątpliwie poeta z Częstochowy Rafał "Jeżyk" Kasprzak, autor arkusza poetyckiego pt. Sennik Syzyfa. Jemu jak i całemu jego pokoleniu bliski jest świat turysty - wędrowca, pod wieloma względami podobnego do mitycznego Syzyfa, pchającego przed sobą kamień z własnego ogrodu w czasie tej "wielkiej wędrówki". On jak w rzeczonym micie ciągle spada na ich głowy, przypominając, że są synami wypędzonymi z rzeczywistych ogrodów przyrody: rodzi bunt artystyczny, a wiec musi być tak czy owak przyjazny pośrednio przyrodzie. Kasprzak otwiera swój arkusz takim oto wierszem: Na dworze wiatr / przegania liście / krople na szybie / umierają / kawą rozgrzewam / kłęby myśli / muzyka zmysły / uspokaja // A kiedy w ciszy / dom zamiera / słyszę wskazówek / trzepotanie / jak ptak zraniony / spadam na dno / i z nową wiarą / wciąż powstaje.
         Dola poety w świecie ponowczesnyrn skazuje go na ciągłe cierpienie egzystencjalne, do którego można się przecież przyzwyczaić, jak do prozy życia, gdyż człowiek może znieść tak wiele. Osłodą jest wtedy dla poety fakt świadomości "pchanego przed sobą" kamienia z osobistego ogrodu życia, co daje przynajmniej namiastkę wytchnienia, bo - jak wyjaśnia młody poeta - Została gorycz chwile / wymieszane z miodem / zaciera piasek czasu / codzienność wydała / owoc niepewności // Z każdym przebudzeniem / odnajduje dziś. Mój ogród, można dokończyć myśl artysty, "bez ogródek" kroczy ze mną przez świat. Należy wiec iść dalej, bo sens, poety - nomady polega na tym, że jego ogród może stać się zawsze oazą na pustyni, nawet wtedy, gdy jest subiektywnym mirażem. (...)



Proza, proza, proza... tom VI, redakcja Konrad Strzelewicz, Kraków 2000, s. 342 - 352

Janusz Jadczyk


Czas na marzenia i sny


         Najnowsze wiersze zebrane w tomik zatytułowany "Sennik Syzyfa" promował jego autor, poeta częstochowski Rafał "Jeżyk" Kasprzak. Licznie zgromadzona w Ośrodku "Gaude Marter" publiczność poznała aktualne emocje poety i zapatrywania na otaczający świat. Zaprezentowane teksty z tomiku, "na żywo" przez aktora Mariana Florka z towarzyszeniem pianisty Andrzeja Młodkowskiego, pokazały prawdziwa jakość poezji Kasprzaka.
         Częstochowa już dawno określiła się jako mocne i prężnie rozwijające się środowisko poetyckie, w którym działają nie tylko "starzy" twórcy i ci, którym z wiekiem świat otaczający wydaje się bardziej romantyczny i kolorowy. Znajdują w nim również swoje miejsce młodzi zbuntowani poeci, dla których zabawa słowem i białym wierszem jest niczym zabawka w ręku dziecka - nawet najsmutniejsza i martwa, ożywa i pokazuje wnętrze duszy. Tak jest niewątpliwie w przypadku Rafała. "Jeżyka" Kasprzaka, którego wiersze zaprezentowane w drugim już tomiku Sennik Syzyfa "ładują" czytelnika emocjami i otwierają pokłady duszy, o których niektórzy nawet sprawy sobie pewnie nie zdają. Czy to duże słowa? Nie, bo jakże inaczej można ocenić takie choćby fragmenty: "słyszę wskazówek trzepotanie / jak ptak zraniony / spadam na dno / i z nową wiarą wciąż powstaję", albo: "spotkamy się / zgubieni / dwie dusze serca / dwa zmieszane / zbyt bardzo w siebie zapatrzeni ".
         Rafał Kasprzak poznał i skutecznie stosuje brak interpunkcji, co w jego przypadku nadaje sens słowom wypowiadanym potoczyście i pozornie nieskładnie.
         W przedmowie do tomiku wierszy, swoje wrażenia z lektury zawarł inny częstochowski poeta Ryszard "Sidor" Sidorkiewicz. Wspomina w niej pierwszy tomik wierszy Kasprzaka, wydany w 1996 roku pt. Ostry dyżur, porównując stany duszy i bunt młodszego wówczas o sześć lat poety. Tamte wiersze były ostre, naładowane emocjami i czasem niecenzuralne poetycko. Sennik Syzyfa to poezja dojrzalsza minionymi latami, nakierowana na wnętrze czytelnika, pochodząca z osobistych doświadczeń autora, jego refleksje nad otaczającym światem zamknięte w kilkuzdaniowych piętnastu wierszach.
         "Widocznie częstochowski poeta (Rafał "Jeżyk" Kasprzak. - przyp. JJ) hołduje, słusznej skądinąd, zasadzie o prymacie jakości nad ilością - pisze Sidorkiewicz. - Skromna objętość arkusza nie sprzyja jednak systemowej lekturze, pozostaje raczej odczytanie każdego wiersza z osobna, wiersza jako zamkniętej całości i wartości samej w sobie".
         "Sennik Syzyfa" to pozycja warta polecenia wszystkim czytającym współczesną poezję, wrażliwym i romantycznym. Nie jest to bowiem książka omawiająca nasze sny, ani także "sennik szeryfa", jak mylnie, ale wesoło zmieniono nazwę tomiku w ważnej korespondencji do autora, lecz dobre wydawnictwo, także pod względem edytorskim i technicznym. Skromne, ale zawierające ważne tropy poetyckie częstochowskiego środowiska literackiego.



Życie Częstochowy, 2002, nr 117


Tadeusz Gierymski


Ujarzmiona emocja


         Drugi tomik poetycki Kasprzaka po debiutanckim "Ostrym dyżurze". Napisany zupełnie odmiennie. Kwestia nie w wersyfikacji (to nieważne), lecz diametralnie innym spojrzeniu na siebie, bliźnich i rzeczywistość.
         Nie ma też wulgarnych słów dla "upiększenia" tekstów lub epatowania nimi odbiorcy. Nihilistyczna nieraz postawa w "Ostrym dyżurze" (gdzie znajdziemy kilka świetnych utworów) ustąpiła miejsca spokojowi, uciszeniu, sklasycznieniu fraz, całkowicie różnej "filozofii" całości. Liczy się także 6 lat, które upłynęły od debiutu. Poeta dojrzał. Przestał fascynować się słowem i wykrzyknikami. W "Senniku Syzyfa" zwraca uwagę głównie na zawartość myślową.
         Jest jeszcze jedna przyczyna konwersji. Oto krótki wiersz, który może stanowić klucz do całego tomiku:

Wyznaczyłem czas
na marzenia i sny
podjąłem pracę
czyniąc się wolnym
odnalazłem Boga
dopóki wiary starczy
wierze chociaż nic się
nie zmieniło

         Takie wyznanie implikuje wiarę w Opatrzność, wyższa moralność, wolną wolę oraz przyjęcie za kryteria postępowania, choćby teoretycznie - Dekalogu. Autor już się nie szamocze, bo znalazł w sobie odblask boskiego ładu, sens życia: pracę, pracę na wzór Norwida. Również pełną satysfakcję w rodzinie, o czym tylko napomyka tu i ówdzie, niezwykle dyskretnie. Owa wstrzemięźliwość w wyrażaniu uczuć charakteryzuje cały cykl wierszy. Kasprzak potrafi trzymać swoje poetyckie psy na uwięzi. Tej oszczędności słowa służą elipsy, aluzje, niedomówienia, podteksty, dwuznaczniki itp. Dlatego "Sennikowi Syzyfa" nie można zarzucić przegadania. Lapidarność wypowiedzi jednak kosztuje. Pola znaczeniowe zachodzą na siebie, teksty owija szara mgiełka, co utrudnia odczytanie niektórych ezoterycznych wierszy lub ich fragmentów.
         Ich tematyka, problematyka? Podobna jak u każdego poety: przemijalność wszystkiego, co miało początek, zwłaszcza ludzi; miłość, śmierć, zagadki bytu; egzystencja człowiecza przypominająca właśnie bezskuteczny trud Syzyfa. To nie Prometeusz, lecz Syzyf może być symbolem ludzkości.
         W tomiku młodego autora erotyki nie ma. Znalazłem jedynie zwrot ku anonimowej adresatce: Jesteś owocem / rozebranej soczystej / pomarańczy. To wszystko. Pozornie wiersze intelektualne, stonowane, ale pod tym spokojem wyczuwa się pulsowanie uczuć, stłumione, ujarzmione.
         Wszystkiego o twórczości Rafała Kasprzaka powiedzieć się nie da. Nie tylko z braku miejsca. Każda drobiazgowa analiza, polegająca na rozłożeniu wiersza na czynniki pierwsze, a uprawiana przez wielu "uczonych" polonistów - krytyków - moim zdaniem - nie ma sensu. Zabija bowiem to coś nieuchwytnego, co jest poezją. Pozostaje zawsze reszta. Może właśnie najważniejsza.
         Czego mi natomiast brakuje w tomiku młodego poety... Odrobiny szaleństwa.



Kwartalnik Kulturany Częstochowy Aleje 3, 2002, nr 40
Sławomir Burszewski


Siłaczka Syzyfa


         15 maja br. w OPK "Gaude Mater" Rafał "Jeżyk" Kasprzak zaprezentował publiczności częstochowskiej swój nowy tomik wierszy pt. "Sennik Syzyfa". Jest to druga książka na koncie autora, a trzeba było na nią czekać aż kilka lat. Rafał tłumaczy długą przerwę trudnościami finansowymi (kto ich nie ma?), bardzo oszczędną kalkulacją kosztów, a także szlifowaniem kształtu poetyckiego zbiorku. Wierszy jest niestety tylko piętnaście, krótkich w formie, lakonicznych w treści. Zamiast rozległych fraz opisowych przeważają skróty myślowe, wrażenia ułamkowe, odpryski emocji, o nieco łagodniejszej wymowie od poprzedniego "Ostrego dyżuru" ("piździ jak w kieleckiem"). Autor stwierdził, że dojrzewa dla obecnych na sali krytyków było to jednak zbyt szybkie samouspokojenie. Czy na pewno wiersze "Jeżyka" są już klasyczne, a jego świat poukładany jak klocki lego? Nie sądzę. Konwencja snów może być myląca, bo z krótkich zdań nadal wyziera świat postrzępiony, zniszczony, przesiąknięty pesymizmem, tak jakby autor ratował swoje wnętrze po jakiejś gigantycznej katastrofie. Dzisiejsza rzeczywistość może przerazić wrażliwego osobnika i zburzyć jego przekonania czy system wartości. Być może "Jeżyk" czegoś takiego doświadczył. Koncentrowanie się wyłącznie na świecie wewnętrznym to kolejny zarzut pod adresem Kasprzaka. Klaustrofobiczna atmosfera może męczyć niektórych czytelników. Może warto czasami otworzyć okno na słońce? Jednak taką drogę twórczą autor wybrał i konsekwentnie się jej trzyma. Nie można mu tego zabronić. Egocentryczny zapis doznań powoduje jednak, że publice poszukującej przeżyć zbiorowych ciężko w jego poezji znaleźć coś dla siebie.
         Pogrzebowa niemal powaga była silnym akcentem wieczoru: czterech mężczyzn w czarnych garniturach przy stoliku, przy małej czarnej, aktor Marian Florek czytający przejętym głosem przy akompaniamencie fortepianu, cyrulicy czasu manipulujący przemijaniem... Rafał wyczarował jakiś nastrój podczas wieczoru, lecz czuć było jednocześnie kilkutonowy ciężar. Ciężar syzyfowej pracy? Codziennego trudu zaczynania od początku? Zmagania się z egzystencjalnym brakiem wiary? Żeby odpowiedzieć sobie na te pytania i skonstruować szkielet światopoglądu autora, musiałbym poczytać więcej jego wierszy. Zawartość "Sennika Syzyfa" traktuję jako prolog do czegoś większego, bo mam niedosyt, jak po wypiciu małej lampki cierpkiego wina. Lektura zajęła mi pięć minut.



Kwartalnik Kulturalny Częstochowy Aleje 3, 2002, nr 40
Arkadiusz Frania


Ostry dyżur Syzyfa

(Rafał "Jeżyk" Kasprzak)


         Rafał "Jeżyk" Kasprzak (ur. 1973 r.) publikuje niewiele. Debiutował co prawda w 1996 r. zbiorem wierszy pt. Ostry dyżur, ale następna pozycja - arkusz pt. Sennik Syzyfa - ukazała się dopiero w 2002 r. W sumie sześć lat i zaledwie 55 tekstów. Ta edytorska taktyka młodego poety z Częstochowy dowodzi, iż mamy - jak możemy się domyślać - do czynienia z dojrzałym twórczo autorem, który proponuje czytelnikom lekturę wierszy pełnych, kompletnych, wycyzelowanych. R .  "Jeżyk" Kasprzak podkreślał niejednokrotnie w czasie spotkań literackich, iż każdy jego tekst musi "swoje odleżeć w szufladzie". W konsekwencji otrzymujemy wiersze wysokiej próby, oszlifowane perły, pozbawione plam, pęknięć.
         Jednym z epitetów, którym można sklasyfikować omawianą twórczość, jest przymiotnik "szpitalna". Już sam tytuł debiutanckiego zbioru R. "Jeżyka" Kasprzaka (Ostry dyżur) implikuje takie skojarzenia. Dodajmy jednak od razu, iż autor, pracownik jednego z ośrodków służby zdrowia w Częstochowie, zna doskonale realia szpitalne, które przenikają do świata jego poezji. Opis zabiegu badania pracy mózgu zawiera wiersz *** (Wejść położyć się) (OD22) 1 ; notatką jakby z dziennika pielęgniarza na nocnym dyżurze jest zapis literacki: "Zegar głośno odmierza czas / dzwonek zerwał plaster / snu z oczu / na korytarzu tępe kroki / po drugiej stronie sufitu / rodzi kobieta / krzyk płacz cisza / wpół do trzeciej" (OD26). Szczególnie ekspresywny charakter ma utwór *** (Chirurgia Ogólna kobiet). Podmiot liryczny - świadek agonii dziewczyny z podciętymi żyłami w swoim diariuszu notuje: "widok kroplówka butelka / ręce skłute żyły granatowe / leżysz porżnięta w bandażach / jeszcze chwila i będziesz wolna jak ptak" (OD36). Jednak ten realizm szpitalny jest w istocie punktem wyjścia dla konkluzji i rozważań na temat miejsca człowieka w świecie. Jeden z recenzentów - Ryszard Sidorkiewicz określa poezję częstochowskiego autora mianem "gorzkiej, <<męskiej>> refleksji nad zawikłaną rzeczywistością"2. Rzeczywistość kreowana przez poszczególnych ludzi to jedyna perspektywa ich bytu: "Tam gdzie nas nie ma / nie istnieje nic" (OD7). Odzywają się w tej deklaracji echa filozofii George'a Berkeleya, który głosił, że - jak pisał Władysław Tatarkiewicz - "to tylko istnieje, czego doświadczamy" 3. Ale rzeczywistość coraz bardziej rozczarowuje poetę: "codzienność wydała / owoc niepewności" (S20). Człowiek zaś jest wyalienowany, skazany na samotność: "Długa ciemna uliczka / daleki człowiek daleki wiatr" (OD37).
         W poezji R. "Jeżyka" Kasprzaka dominuje motyw drogi (pod różnymi postaciami), symbolizującej ludzkie życie. Iwona Smolka sformułowanie "dziesięć metrów korytarza" (OD36) odczytała właśnie jako metaforę losu, drogi wiodącej do drzwi, za którymi "kryje się cierpienie, śmierć i autentyczne doświadczenie życia" 4. Trzeba iść, mimo iż niepewny jest cel i przyszłość: "kręte schody / prowadzą w nieznane" (S14), "pójdziemy nocą / w dal nieznaną" (S18). Podmiot liryczny może jednak powiedzieć z dumą: "pnę się na szczyt / jak groszek po tyczce / do słońca" (OD8). Gdzie indziej autor kreśli obraz zmagania się z losem na kanwie mitu o Syzyfie: "droga daleka prosta / pod górę / toczymy kamień / który nigdy nie spadł / poniżej punktu wyjścia" (OD14). W arkuszu Sennik Syzyfa poeta dookreśla tę sytuację liryczną, pisząc, iż po każdym upadku należy się podnieść: "spadam na dno / i z nową wiarą / wciąż powstaję" (S7). W rozważaniach na temat wiary czytamy: "jak ślepy pies / próbuję życia / wracając wciąż / do punktu wyjścia" (OD17). Życie to wielka Ekspedycja, nie kończąca się wyprawa: "a drogowskaz wciąż mi podpowiada / że końca świata nie ma / bo ziemia jest okrągła" (OD38). Mimo iż "wstajesz prosto w życia smród" (OD24), poeta formułuje przykazanie: "Trzeba iść dalej / póki serce tłoczy" (OD25). W ten sposób bohater liryków R. "Jeżyka" Kasprzaka staje się świadomym Syzyfem życia, którego przeznaczeniem są wieczne próby, kończące się fiaskiem.
         Obok mitologicznej postaci Syzyfa, także ptak jawi się jako alter ego podmiotu lirycznego (i człowieka). W większości przypadków jest to istota zraniona i okaleczona: "jak ptak zraniony / spadam na dno" (S7), "W bezruchu ptak / do nieba się wznosi" (S9), "Jak martwy ptak / spoglądasz w drzwi" (OD27), "jeszcze chwila i będziesz wolna jak ptak" (OD36), "Jak zmęczony ptak / opadam z sił" (OD48). Przypomnijmy, iż ptak w marzeniu sennym stanowi wyobrażenie osoby śniącej. Wkraczamy tutaj w świat somniczny poezji R. "Jeżyka" Kasprzaka, który nie bez powodu arkusz tytułuje epitetem Sennik Syzyfa, zamieszczając w nim wiersze: Sen I, Sen II. W pierwszym twórca ujawnia sen jako siłę zdolną ożywić ukryte piękno świata: "sen martwą naturę / przywraca do życia" (S9), w drugim zaś wskazuje na jego złowróżbną moc, budującą grozę i niepokój, dlatego "gdy budzisz mnie dostrzegam / cudowną rzeczywistość" (S14). Na zasygnalizowany tu zaledwie motyw morfeuszowy, na wiersze spod znaku Hypnosa zwrócił uwagę R. Sidorkiewicz we wstępie (Kasprzak, Syzyf i Morfeusz) do drugiej książki poety: "Oddech Morfeusza przenika wciąż do jego [Syzyfa] jestestwa, staje się jakby drugą przestrzenią życia. A granica realności dzieląca oba te światy jest niesłychanie płynna" 5.
         W wierszu Cmentarz możemy odczytać wizję życia jako mknącego - niczym gilotyna - czerwonego tramwaju "do krwistej wieczności / przystanek - cmentarz" (OD12). Śmierć przybiera medyczną postać nowotworu: "to choroba co chodzi wspak / żre powoli jak rdza" (OD23). Szczególnie wiele zamyśleń na temat śmierci i przemijania 6 znajduje się w arkuszu Sennik Syzyfa. Posępną atmosferę potęgują fragmenty: "krople na szybie / umierają" (S7), "w purpurze płótna / umierają drzewa" (S9), "kawa żałobna" (S15), "drży w oknie / szubienicy szkielet / nożem przebijam / serce wartownika" (S14). Przejmującą wymowę posiada zwłaszcza wiersz *** (Czajnik już gwizdka nie wypluje), gdzie śmierć bliskiej osoby jest odczuwalna w braku wykonywanych przez nią, nieraz niezgrabnie, codziennych czynności: "na obrus wina / nie rozlejesz / drzwi zatrzaśniętych / nie otworzysz" (S15).
         Rzadkie są chwile wytchnień człowieka współczesnego. Lekarstwem staje się miłość, bo "zranione serce uratuje / Twych pocałunków biały kwiat" (OD24), choć pojawia się wątpliwość: "ja i Ty / przypadek / czy / przeznaczenie" (OD21) i konstatacja "zagubieni / dwie dusze serca / dwa zmieszane / zbyt bardzo w siebie / zapatrzeni" (S18). Poeta potrafi zdobyć się na emanujące zmysłowością porównanie: "Jesteś owocem / rozebranej soczystej / pomarańczy" (S13).
         Nieco przekornie, obok motywu drogi, pojawia się opis życia, przeistoczonego w oczekiwanie: "spoglądasz w drzwi / telefon milczy / nie zadzwoni nikt" (OD27).
         W dziedzinie temporalnej domeną poety jest poranek, świt. Ta pora dnia pojawia się z niezwykłą częstotliwością: "Każdego ranka / spoglądam w okno" (OD13), "Dzisiaj rano spadł pierwszy śnieg" (OD18), "blues o piątej / nad ranem" (OD21), "dostajesz kopa tuż nad ranem" (OD24), "krzyk płacz cisza / wpół do trzeciej" (OD26), "każdego ranka / buduję świątynie / z kapsli po piwie" (OD29), "Ostatni rumu łyk / świt" (OD30), "zasypiam z księżycem // dzień budzi się do życia" (OD48), "W półmroku podwórza / pierwszy kogut pieje" (S17).
         Poeta ma szczególną predylekcję do demaskowania obrzędów, zwyczajów zapisanych w polskiej tradycji, odsłaniając ich powierzchowność, ale i nieuświadomione znaczenia. Butelka wódki wsunięta do kieszeni to lepszy sposób obchodzenia urodzin, skoro "nie pragnę kwiatów / obłudnych życzeń / wyścigów z prezentami" (OD9). Niewielu w trakcie wieczerzy wigilijnej zdaje sobie sprawę, iż "moje ciało grobem karpia" (OD32).
         Wiersze R. "Jeżyka" Kasprzaka to notatki, zapisy realiów. Poeta zdaje się odwoływać do własnego doświadczenia, umieszczając w wierszach drobiny swoich przeżyć. Słuszność takiej hipotezy potwierdza odpowiedź autora na rozpisaną w 1996 r. przez redakcję częstochowskiego pisma artystycznego "Mini-Galeria" wśród lokalnych ludzi pióra ankietę pt. Poetą się bywa czy jest?:

"Bo być prawdziwym poetą to przejść wiele dróg. Jeść chleb z różnych pieców. W takim przypadku należy spróbować awanturnictwa, pijaństwa, być kochającym mężem oraz czułym kochankiem, podróżnikiem, żebrakiem, domatorem itp. Tylko wtedy wiersze będą wiarygodne nawet dla autora" 7.

         Twórca zapisuje, co widzi, a że ma szczególnie wyostrzony zmysł postrzegania, kreśli jednostkowe obrazy o wymowie uniwersalnej, egzystencjalnej. Andrzej Zaniewski pisał o "niemal reporterskim rysowaniu lirycznego obrazu z subtelnym zaznaczaniem symboli i tych miejsc, które poeta [R. "Jeżyk" Kasprzak] uznał za najważniejsze" 8 . Krytyk podkreśla także "oszczędną, wyważoną frazę bez zbędnych słów, ozdób i pustej retoryki" 9, odwagę w posługiwaniu się językiem potocznym, zwyczajnym. R. Sidorkiewicz natomiast dostrzega walory słowa poetyckiego R. "Jeżyka" Kasprzaka, którego twórczość określa jako dosadną i zwięzłą, pozbawioną "intelektualnej i artystycznej spekulacji" 10.
         Poezja częstochowskiego autora uległa w ciągu sześciu lat znacznemu wyciszeniu, złagodzeniu. Stała się bardziej refleksyjna, "myśląca" i liryczna, co musiało pozbawić ją zaczepności i zadziorności, tak charakterystycznej dla tomu debiutanckiego. Należy jednak stwierdzić, iż autor swoimi dwiema książkami wdarł się na dobre w pejzaż poetycki Częstochowy.



1 W omówieniu zastosowano następujące skróty tytułów książek R. "Jeżyka" Kasprzaka: OD - Ostry dyżur (Warszawa 1996), S - Sennik Syzyfa (Kraków 2002).
2 R. Sidorkiewicz, Poetycka Częstochowa rocznik 73, [w:] Proza, proza, proza..., Rocznik VI, red. K. Strzelewicz, Kraków 2000, s. 416.
3 W. Tatarkiewicz, Historia filozofii, t. 2.: Filozofia nowożytna do roku 1830, wyd. 13., Warszawa 1993, s. 106.
4 I. Smolka, Czarno-białe rysunki, [w:] Czarno-białe rysunki. Wybór wierszy, wybór I. Smolka, P. Matywiecki, Częstochowa 1995, s. 5.
5 R. Sidorkiewicz, Kasprzak, Syzyf i Morfeusz, [w:] R. "Jeżyk" Kasprzak, Sennik Syzyfa, Kraków 2002, s. 6.
6 R. "Jeżyk" Kasprzak wyznał: "Piszę o wszystkim, ale głównie o przemijaniu" (AK, Nowy tomik częstochowskiego poety. Lubię wieczorną ciszę, "Gazeta Częstochowska" 2002, nr 22, s. 10).
7 R. "Jeżyk" Kasprzak, Być poetą, "Mini-Galeria" 1996, nr 10/11, s. 10.
8 A. Zaniewski, Punkt wyjścia, [w:] R. "Jeżyk" Kasprzak, Ostry dyżur, Warszawa 1996, s. 5.
9 Ibidem, s. 5.
10 R. Sidorkiewicz, Poetycka Częstochowa rocznik 73, s. 416.


Arkadiusz Frania, Ostry dyżur Syzyfa (Rafał "Jeżyk" Kasprzak), [w:] Arkadiusz Frania, Strażnicy i najeźdźcy. Zjawiska we współczesnej poezji regionu częstochowskiego, Częstochowa 2005, s. 94-98; pierwodruk pt. Ostry dyżur Syzyfa. O poezji Rafała "Jeżyka" Kasprzaka, [w:] Proza, proza, proza..., tom VIII, redakcja Konrad Strzelewicz, Kraków 2002, s. 359-363.
Aneta Rouling


Sennik z Delf


(Rafał "Jeżyk" Kasprzak, "Sennik Syzyfa", Kraków 2002)


I

       Kto napisał tę książeczkę?
       W jakiej przestrzeni odosobnionej pamięci, czasu i minionych tchnień zapisywały się jej białe karty? Jak gdyby ślady paznokci sprzed kilku tysięcy lat, jak gdyby kości pedantycznie poukładane, poukładał je wiatr... Syzyf, który śni, odczytuje list - dany mu sen, po przebudzeniu próbuje przypomnieć sobie (pamięć) pasma znaków i znaczeń przywołanych w śnionym (świato)obrazie, sennym przedstawieniu... Jednak list, którym jest sen, pisany jest dłonią Innego, nie tego, który śni. Aby przekaz odszyfrować Syzyf powołuje Sennik rejestr możliwych kodów, kryptogramów i ich znaczeń - by właściwie pojąć, odczytać swe doświadczenie, doświadczenie przeszłości w jej wiecznym powrocie traumę powracającą mocą powtarzającego się snu. Jest to doświadczenie utraty i braku, "małej śmierci". Odpowiedź zakodowana we śnie, (nie) pamięci i wspomnieniach pozwoli Syzyfowi zrozumieć chwilę Teraz, wyposażyć ją w sensotwórczą moc pozwalającą podjąć trud na nowo; trud istnienia w nieustającym wachlarzu przemian, ruchu wahadłowym wzlotu i upadku. Sen Syzyfa jest jednocześnie momentem kontemplacji jego własnego doświadczenia, chwilą zadumy. Pisał Camus, że najgłębszym, najistotniejszym momentem losu Syzyfa nie jest ten, gdy wtacza on na górę kamień, ale ten, gdy bohater schodzi w dół, w ślad za staczającym się głazem. Ze świadomości porażki, absurdu i daremności trudu rodzi się osobliwa godność, pokora w obliczu tego, że trud należy podjąć ponownie. Tak oto człowiek staje się, rodzi się, zrozumienie tego, co nieuchronne, co jako sens naddane i przenikające wszystko, lecz samo - nieprzeniknione. Kamień ponownie wtoczony zostanie na szczyt, ponownie potoczy się w dół. Siła wiary spoczywa w upadku.
         Antyk (mitologia) i Biblia to dwa wielkie źródła, inspiracje literatury, którą nazwijmy "wertykalną" - zwróconą ku temu, co wykracza poza sferę horyzontalnej ludzkiej codzienności. Biorąc z niej początek, swój ruch kieruje pionowo, ku temu, co horyzontalność ludzkich zmagań transcenduje. Wiara, nadzieja i miłość przeświecają z wierszy zamieszczonych w książce, unoszą z sobą jej ahoretyczny puls: "jak ptak zraniony / spadam na dno / i z nową wiarą / wciąż powstaję" - oto ułamki myśli Syzyfa schodzącego z góry w dół, by trud podjąć ponownie, Syzyfa - Feniksa, którego urzeczywistnienie się Bycia przebiega po linii: rana - upadek - wiara - odrodzenie, ponowne powstanie do życia, gdyż "tylko w umieraniu życie". I "chociaż nic się nie zmieniło" (s. 8) i kamień tym samym co zawsze ruchem opada w dół - Syzyf kontemplując swój (zły) sen rozpoznaje rzeczywistość, przebudzenie, do którego prowadzi wiara. Jeden z kanonów naucza:
- Co trzeba zrobić, aby dojść do Boga?
- Są dwie zasady. Pierwsza mówi, że wszystkie twoje wysiłki w tym kierunku są bezowocne. Druga zasada mówi: postępuj tak, jakbyś nie wiedział o pierwszej.


I I

         Wiersz "Sen II" rozpoczynający się słowami: " W bezruchu ptak / do nieba się wznosi / słońce przysłonił / obłok zmierzchu" powołuje liryczny, wyciszony pejzaż przypominający estetyki XVII - wiecznych mangg, drzeworytów japońskich. Przez delikatny, subtelny szkic, z pomocą ledwie kilku kresek nakreślony zostaje sugestywny obraz: bezruch - wzlatujący ptak - słońce o zmierzchu - obłoki i drzewa - trawy pól okalające potok - żuraw przy studni - wschodzący księżyc. Moment przechodzenia dnia w porę wieczorną, jang w jin, światła w ciemność i tej znów w światło (księżyc). Zachodzące słońce i wschodzący księżyc przywołują coniunctio oppositorum, jedność przeciwieństw. Pejzaż wyłania się lekko, a jednocześnie wraz z nim odsłania się inna przestrzeń, przestrzeń tego, co niewidoczne, nie - widzialne, czego ujrzeć z pomocą wzroku nie można: "oczy na chwilę / głęboko zamykam". Ów poemat - pejzaż tworzony jest trochę na wzór japońskich bukietów kwiatów układanych inaczej niż w tradycji europejskiej - Japończycy nie układają bowiem kwiatów, a przestrzeń miedzy nimi.
         Kolejny wiersz to credo chrześcijańskie, słowa monologu skierowane do Dzieciątka: "Leżysz tutaj samotnie / nie w stajence a w grobie". Cud narodzin nie nastąpił, jednak ... "przyjdzie dzień że powrócą / wszyscy Twoi królowie" - ostatnie słowa wiersza poruszają; swym głębszym, ukrytym znaczeniem korespondują z sentencją Filona z Aleksandrii: "Kto podróżuje droga królewską nie ustanie, dopóki nie spotka się z królem".
         Przestrzeń czasu, przemijania, pamięci i snu kształtuje "drobnoziarnistą", "piaskową" materię poetycką "Sennika". Książka staje się przez to jakby zegarem niezauważalnie przesuwającym czas, klepsydrą w ciszy przesypującą piaskowy chronos. Czas uległ tu zatrzymaniu lub płynie innym, zamkniętym w kontemplującym spojrzeniu strumieniem, gdyż "tylko w zaciszu domu / wiara czyni cuda", w przebudzeniu ze snu niosąc cud, "cudowną rzeczywistość" ("Sen II" ).


I I I

          Cudem jest obecność bliskiej osoby mimo, że ta już umarła, cudem jest to, że żyje ona wciąż w czyimś kochającym sercu: " na grób Twój / białe róże złożę / dopóki w sercu / moim żyjesz " ( ***pamięci Moniki Orzechowskiej ). Chwile miłości i chwile melancholii, "kilka łez jak wino / wsiąka w suchą ziemię", milczące stuletnie kalendarze, spis ulic nieznanego miasta... naprawdę nie wydarza się nic, czas ma wciąż ten sam, gorzki smak, ziarna goryczy przesypują się w klepsydrze zacierając miód kilku pamiętanych chwil, jednak "z każdym przebudzeniem / odnajduję dziś" (***została gorycz...) nową wiarę i nadzieję, która traci siebie znów w zwątpieniu ruchem zachodzącego słońca jak biegnących wskazówek zegara. Porą czasu w tych wierszach, jednostką, czasowego cyklu, w którym dokonuje się świat, wydaje się być dzień i noc, doba. Cykl 24 - godzinny, jednodobowy, kondensuje w sobie przeszłość, chwilę teraźniejszą poddaną amnezie oraz unieważnioną, niemożliwą przyszłość. Kluczem do życia jest przebudzenie świadomości, delficka mądrość: "Poznaj samego siebie".



Proza, proza, proza... t. VIII, Kraków 2002, s. 412 - 414

Małgorzata Litwinionek


Do: "Sennika Syzyfa"


          Wydany w 1996 roku "Ostry dyżur" Rafała Kasprzaka zaliczyć mogę do jednego z ulubionych przeze mnie tomików. To jest właśnie ta poezja, która pozwala czytelnikowi na znalezienie cząstki siebie wśród zapełnionych drobną czcionką kartek papieru. To poezja, która przemawia wprost, a zarazem (a może właśnie dlatego?) dobitnie, porusza do głębi.
         Nieco inny od "Ostrego dyżuru", skromniejszych rozmiarów ale zawierający słowa - klucze, które nie pozwolą się pomylić czytającemu, kto jest jego autorem, to "Sennik Syzyfa", który ukazał się w tym roku. Przyznać muszę, że już sam tytuł wydał mi się ciekawy. Jak przekonałam się wkrótce takież są również wiersze pod tym tytułem zebrane.
         Sennik Syzyfa... - połączenie dwóch słów, które tworzą (czy też tworzyć mogą) bogatą metaforę przez to chociażby, że sięgają do tradycji mitologicznej. A może to nie metafora, tylko rzeczywista księga snów Syzyfa?
         Poezja tym różni się od prozy, że bogactwo zawartych w niej przenośni zezwala na wielość interpretacji, sprawdza też naszą wrażliwość. Syzyf to ten, o którym mówiło się: najprzebieglejszy wśród śmiertelnych. Sędziowie zmarłych ukarali go za to srogo: na stromym zboczu umieścili nad jego głową głaz. Aby uniknąć zmiażdżenia. Syzyf musiał toczyć głaz pod górę. Gdy od szczytu dzielił go już tylko obrót, głaz wyślizgiwał mu się z rąk i staczał w dół. Syzyf nie poddawał się, ale jego przeznaczenie jest określone: po kres dziejów będzie podejmował wciąż od nowa nadludzki wysiłek, który zawsze skończy się porażką. Czy takiego właśnie bohatera lirycznego odnajdujemy wśród piętnastu wierszy Rafała Kasprzaka? Mimo, iż zgodzę się ze stwierdzeniem, że każdy z tych utworów jest autonomiczną całością, to jednak nie da się ukryć, że sam tytuł tomiku jest mianownikiem wspólnym dla tych wierszy. Skoro zaś tytuł, to i Syzyf, jego wysiłki, jego przesądzony los... Zastanawia tylko ów sennik mitologicznego bohatera. Sennik to księga, według której tłumaczono sny. Tylko trzy spośród piętnastu wierszy tego zbiorku, noszą tytuły. Dwa z nich to "Sen I" i "Sen II". Czy zatem resztę wierszy mamy traktować jako księgę, która te sny tłumaczy?
         Wiersze Kasprzaka ze snem w tytule odznaczają się specyficzną budową: są to jak gdyby urwane obrazy, strzępy tego, co udało się zapamiętać. Czyż nie tak zwykle pamiętamy sny budząc się rano? Poszarpany obraz snu nie zawsze jest tu obrazem dobrym. To sen, w którym się gubimy ("kręte schody / prowadzą w nieznane"), sen, w którym zabijamy ("nożem przebijam / serce wartownika"), uciekamy, czujemy się osaczeni.
         Budząc się, dostrzegamy cudowną (?) rzeczywistość. Lecz czy nie od niej właśnie uciekliśmy w sen? Ucieczkę od rzeczywistości symbolizuje raczej "Sen I". Odnajdujemy tu obrazy natury, tej, która zawsze jest dla człowieka azylem.
         To, co jest bardzo interesujące w omawianym tomiku, to różnorodność tematyki utworów. Jest tu przecież i Bóg, i zaduma nad samym sobą, pamięć o tych, którzy odeszli i wreszcie dyskretnie ujęte relacje między kobietą a mężczyzną. Wszystko to ujęte w ramy języka, przez który oszczędzono nam się przedzierać. Tutaj wszystko jest jasne, metafory bardzo ciekawe. Aż szkoda, że to tylko piętnaście utworów.
         Zestawienie obok siebie słów "sen" i "Syzyf" pozwala na nowe odczytanie mitu o Syzyfie. Może to właśnie sen? Może Syzyf znajduje się w letargu, z którego można by go wyrwać i odmienić tym samym jego przeznaczenie?
         Co dodatkowo przykuło moją uwagę, to sam projekt okładki tomiku, autorstwa Włodzimierza Grabowskiego. Widzimy tu bowiem coś, co jeszcze wówczas, gdy nie znamy treści zbiorku, może nam wskazać jakiś trop: dziwny jakiś ptak o anielskich skrzydłach, który wyraźnie zbliża się ku ziemi, w tle nagie drzewo. Na białą ziemię, wyraźnie kontrastującą z czernią nieba, pada cień ptaka; "jak ptak zraniony / spadam na dno / i z nową wiarą / wciąż powstaję" - czyż te słowa nie wiążą się bezpośrednio z okładką tomiku?
         Uważam, że każdy, kto - moim wzorem - sięgnie po ten tomik, nie zawiedzie się. Mało tego: odnajdzie tu cząstkę siebie, nie koniecznie będąc pozbawionym wiary w odmianę losu - Syzyfem. Raczej właśnie tym ptakiem, który, choć poraniony, z nową wiarą wchodzić będzie w nowy dzień.



Aspekty Filozoficzno - Prozatorskie, 2003, nr 5 -6 / 7 - 8

Toruń, dnia 07.10.2003 r.



Witam serdecznie.



         Dziękuję bardzo za miłe słowa, które bez wątpienia pokrzepiają i dają siłę w dalszej drodze.
         Przyznam, że rzadko zdarza się, aby tomik wierszy mieścił tyle utworów, co do których czuje się, że są moimi myślami, że je mocno odczuwam, że... A tak jest właśnie z "Ostrym dyżurem".
         Życzę dalszej tak dobrej twórczości i "do zobaczenia" na łamach "Aspektów"!


Małgorzata Litwinionek



Z korespondencji do autora.
Arkadiusz Frania


Poezja jako kawa, kawa jako poezja

Na promocję tomiku wierszy Rafała "Jeżyka" Kasprzaka Raport (Drukarnia Częstochowskie Zakłady Graficzne S.A.
Częstochowa 2007)

w dniu 13 czerwca 2007 roku w Ośrodku Promocji Kultury "Gaude Mater" w Częstochowie


          Poezja Rafała "Jeżyka" Kasprzaka nie rzuca się z jazgotem, nie obezwładnia, nie powala na łopatki, nie ogłusza, nie zamracza, nie oślepia, nie zabija przytomności. Jest szczęśliwie wolna od fajerwerków, ogni bengalskich, maskarady lirycznej, korowodów napuszonych słów, konstrukcji wizyjnych, megafonów, z których płynie wyłącznie byt podświadomy. Autor nie musi bowiem stosować wybiegów stylistycznych i formalnych, by coś ważnego dla siebie i dla czytelnika powiedzieć, i, wreszcie, by zostać zrozumianym. Jakie zatem są walory poezji Rafała "Jeżyka" Kasprzaka, jakie są jej objawy? Liryka ta rozsiewa się, wiruje, rozsnuwa myśli, z każdą lekturą gęstnieje, nabiera mocy artystycznej, obecnieje. Nie ma show, jest porządna poetycka robota, skrupulatne, wprawne, z dużym taktem i kulturą poetycką wycinanie, raczej trzeba rzec: składanie figurek lirycznych z dwupostaciowej materii: z fragmentów celulozowej rzeczywistości (to, co poza bohaterem) i z ledwo przeczuwanych osobniczych, psychicznych mniemań, widzimisię (to, co w bohaterze).
         Tej twórczości nie można czytać w pośpiechu, w przelocie, nie wolno konsumować w biegu jak plastikowe, chemiczne potrawy w fast foodach, bo świat przedstawiony Rafała "Jeżyka" Kasprzaka wymaga czasu, namysłu, spojrzenia, przetrawienia w ciszy. Poeta z Częstochowy nie rozpieszcza czytelnika, ponieważ go szanuje, ale jednocześnie wyłudza cierpliwość. Pięcioletni period to chyba już taktyka autora w zakresie publikacji książkowych. Lata 1996 - 2002 - 2007 przyniosły odpowiednio książki: Ostry dyżur (42 teksty) - Sennik Syzyfa (15) - Raport (51). Razem: 108 tekstów.
         Twórca ogarnia chaos, porządkuje strumień skojarzeń przepływający przez niego i wszechświat, czemu służy swoista metoda przekazu literackiego sygnalizowana już samymi tytułami: relacja, protokół, meldunek z codziennych akcji "życie nadwrażliwca", chciałoby się dodać: akcji wspinaczkowych; bohater staje się alpinistą, który próbuje osiągnąć cel (kres życia), za drogowskaz mając proste wartości etyczne, jednak nie sposób zarzucić tej twórczości jałowego moralizatorstwa czy też egzystencjalnej nijakości. Czytamy:

"Wszystko jest snem
prawdziwe życie
zaczyna się po śmierci"

(***(Wszystko jest snem), [w] Raport, s. 54).


Religijność poezji Rafała "Jeżyka" Kasprzaka ujawnia się przeto w heroicznym, bo Syzyfowym, czynie "bycia człowiekiem" każdego dnia przeciw depresji, pustce, samotności, trwodze, przerażeniu, ciemności, paranoi, chłodowi, obłudzie, konformizmowi, śmierci. Podmiot liryczny nie daje się zaszczuć, wyalienować, zamknąć w "rogu ściany", choć niekiedy stać go tylko na błazeńską dezynwolturę, gdy mówi:

"w szklance hoduję pleśniaka
i o nic więcej mi nie chodzi"

(***(Opuściła mnie bieda), [w] Ostry dyżur, s. 11).


Lirykę Rafała "Jeżyka" Kasprzaka najchętniej przyrównałbym do kawy, bo ona, moim zdaniem, najpełniej ukazuje filozofię twórczą poety, wspomaga życie bohatera i jest przecież samym życiem. Inicjalny, a zarazem tytułowy wiersz z najnowszego zbioru Raport zamyka bezwzględność aksjomatu, porażająca prawda:

"pomiędzy kawą a herbatą
umiera człowiek"

(Raport, [w:] Raport, s. 9).

Ale jednocześnie smutek po odejściu bliźniego można wyrazić dwuwersem:

"kawę żałobną
sam wypiję"

(***(Czajnik już gwizdka), [w:] Ostry dyżur, s. 15).

Ta używka zdaje się być jedynym wiarygodnym parametrem pisarskim autora. Pobudza, rozdrażnia zmysły, stymuluje napięcie nerwowe, o czym mowa w utworze zbudowanym z depresyjnych migawek:

"Na dworze wiatr
przegania liście
krople na szybie
umierają
kawą rozgrzewam
kłęby myśli
muzyka zmysły uspokaja"

(***(Na dworze wiatr), [w:] Sennik Syzyfa, s. 7).

Ale zaraz potem, co sugeruje muzyczne zakończenie cytowanego passusu, napój łagodzi emocje, uspokaja, pozostawiając unikatowy słodko-gorzki, gorczyczny posmak istnienia:

"wypijasz kawę ocierasz łzy"

(***(Jak martwy ptak), [w:] Ostry dyżur, s. 27),

"kawa z filiżanki
sennie paruje"

(***(Jak zmęczony ptak, [w:] Ostry dyżur, s. 48).

Stygnąca w filiżance ciecz znakomicie egzemplifikuje ochłodzenie spojrzeń, gestów ludzi, którzy nie potrafią zbliżyć się do siebie.
          Mój organizm po przeczytaniu Raportu reaguje, zachowuje się podobnie jak po wypiciu "małej czarnej" bądź "dużej białej": mózg pracuje szybciej, widzę jaśniej, ale nie jasno-widzę, nie chce mi się spać (tytuł Sennik Syzyfa był więc wybiegiem, bowiem w istocie mówił o śnie realnym bądź realności snu, zresztą trudno zasnąć nad tą liryką), jestem głodny (kolejnych książek Rafała "Jeżyka" Kasprzaka).



Li-twa, 2007, nr 2

Arkadiusz Frania


O dotykaniu białego jelenia


          Poezja Rafała "Jeżyka" Kasprzaka (ur. 1973) nie rzuca się z jazgotem, nie obezwładnia, nie powala na łopatki, nie ogłusza, nie zamracza, nie oślepia, nie zabija przytomności. Jest szczęśliwie wolna od fajerwerków, ogni bengalskich, maskarady lirycznej, korowodów napuszonych słów. Autor nie musi bowiem stosować wybiegów stylistycznych i formalnych, by coś ważnego dla siebie i dla czytelnika powiedzieć, i, wreszcie, by zostać zrozumianym. Jakie zatem są walory poezji Rafała "Jeżyka" Kasprzaka, jakie są jej objawy? Liryka ta rozsiewa się, wiruje, rozsnuwa myśli, z każdą lekturą gęstnieje, nabiera mocy artystycznej, obecnieje. Nie ma show, jest porządna poetycka robota, skrupulatne, wprawne, z dużym taktem i kulturą poetycką wycinanie, raczej trzeba rzec: składanie figurek lirycznych z dwupostaciowej materii: z fragmentów celulozowej rzeczywistości (to, co poza bohaterem) i z ledwo przeczuwanych osobniczych, psychicznych mniemań, widzimisię (to, co w bohaterze).
         Tej twórczości nie można czytać w pośpiechu, w przelocie, nie wolno konsumować w biegu jak plastikowe, chemiczne potrawy w fast foodach, bo świat przedstawiony Rafała "Jeżyka" Kasprzaka wymaga czasu, namysłu, spojrzenia, przetrawienia w ciszy. Poeta z Częstochowy nie rozpieszcza czytelnika, ponieważ go szanuje, ale jednocześnie wyłudza cierpliwość. Pięcioletni period to chyba już taktyka autora w zakresie publikacji książkowych. Lata 1996 - 2002 - 2007 przyniosły odpowiednio książki: Ostry dyżur (Warszawa 1996, 42 teksty) - Sennik Syzyfa (Kraków 2002, 15 utworów) - Raport (Częstochowa 2007, 51 liryków). Razem: 108 tekstów.
         Twórca ogarnia chaos, porządkuje strumień skojarzeń przepływający przez niego i wszechświat, czemu służy swoista metoda przekazu literackiego sygnalizowana już samymi tytułami: relacja, protokół, meldunek z codziennych akcji: "życie nadwrażliwca".
         Inwentaryzacja świata przeprowadzona w drodze spisu z natury obejmuje nomen omen szczegóły, detale przyrody, pośród których istnieje człowiek: "chaotyczny szum drzew / rozprasza ptasie trele / w okręgach kałuż / topi się księżyc" (s. 9), "jabłoń traci / resztę owłosienia" (s. 14). Otwierający zbiór tekst tytułowy roi się od symptomów nostalgii, braku woli, nie-chęci. Pierwsze zdanie Raportu: "bez celu nasiąkam / porannym deszczem" (s. 9), aż nadto brzmi jak wyznanie melancholika: dzień bowiem zaczyna się mało optymistycznie, dzień zaczyna się końcem nadziei na lepszy początek.          Wiersz drugi ponownie inicjuje woda, tym razem podmiot liryczny bierze "zimny prysznic", który "orzeźwia ciało / [...] / pobudza umysł" (s. 10). Warto nadmienić, że poprzez udomowioną wersję żywiołu płynnego, podmiot liryczny w dalszej części tomu odczuwa więź z nieskończonością trwania: "cieknący kran / do oceanu zbliża" (s. 20). Jeżeli dodamy do samopoczucia fizycznego również mentalną radość: "zmywam grzechy dnia" (s. 10), na chwilę zaakceptujemy myśl, uwierzymy, że z bohaterem nie jest tak źle, że chce mu się żyć, choć liryk zamyka najważniejszy w zbiorze dwuwers: "w dłoniach rozmięka / biały jeleń" (s. 10). I tu dochodzimy to epicentrum liryki z najnowszego tomu Rafała "Jeżyka" Kasprzaka, bo "biały jeleń" jest, w moim przekonaniu, metaforą, samookreśleniem, faksymile podmiotu lirycznego, który cierpi, rozsypuje się, więźnie w sączących się przez okno obrazkach: "Kupiłem okno / z widokiem na świat / [...] / uporczywie obserwuję / ulicę / wszystko co widzę / przypomina kiepski cyrk / w fotoplastykonie" (s. 33).
         Zwierzę ma wiele znaczeń rozświetlających czy też scalających myśli autora. Najbliższe wydaje się symbolizowanie duszy bohatera, czynność ściskania w dłoni nie byłaby pastwieniem się nad sobą, lecz konfesją żalu, tym bardziej iż jeleń, prowadząc samotniczy tryb życia, staje się także emblematem melancholii, żłobiącej Raport: "nostalgia jak ość / krtań rozrywa" (s. 31).
         Poeta stopniuje konsystencję bytu (jaźni), który przyjmuje następujące wartości:

1.     umysł - "w mojej głowie / ktoś na waleta mieszka // Nie patrzę w lustro / i tak czuję się nieswojo / aż strach pomyśleć / z kim zatańczę gdy zasnę" (s. 22);
2.     pokój - "otchłań pokoju" (s. 26);
3.     dom - "w domu szerzy się / depresja" (s. 14);
4.     miasto - "martwe miasto" (s. 9);
5.     świat - "Dookoła / świat umiera" (s. 14);
6.     wszechświat - "w światłach lamp / wszechświat umiera" (s. 15).

         Czy uprawniona jest uwaga, że w domu, w pokoju panuje świat rzeczywisty, natomiast poza domem, poza pokojem: świat nierzeczywisty, czyli fikcyjny, fałszywy, zmyślony, urojony, umowny; autor co prawda napisał: "rzeczywistość w fikcję / się nie zmieni" (s. 12), ale tylko po to, by relatywizować wyrażenie pewności innym orzeczeniem: "Wszystko jest snem / prawdziwe życie / zaczyna się po śmierci" (s. 54) bądź nieco łagodniejszym w formie rozstrzygnięciem na korzyść ontologii przeistoczenia: "sen jawą się staje" (s. 17). Przeczytajmy trzy linijki jako exemplum ostatniej tezy: "Patrzę przez okno / i widzę tylko / moje paranoje" (s. 17). Jak pojąć tę pozorną sprzeczność: jest "ja" w pokoju, ale również poza nim, bo "moje paranoje" zdają się być stworzonymi w umyśle psycho-widokówkami, czyli właśnie (sur)realiami. Poeta mówi, by zawiesić głos: stwierdza A, a potem nie-A, nawet a-A: są to objawy gorączkowej wyprawy, żeby wykorzystać motyw drogi, po złote runo dogmatu o istnieniu "ja" i materii wyłącznie poprzez "ja" (klasyczny przykład solipsyzmu).
         Zachłanność życia i losu ("plany złudne", "ślepy los", s. 16), to ponowiony motyw alpinizmu, znany już z wcześniejszych tomów poety, pracy skazanej na sukces upadku, mającej tę zaletę, że stymuluje kolejną syzyfową podróż: "najczęściej pod górę / a piachem prosto w oczy" (s. 13). Warto przypomnieć podanie o uciekającym jeleniu, który zwodzi myśliwego, prowadzi w gęstwiny leśne i znika, pozostawiając łowcę w bezmiarze, w pułapce, w osaczeniu, w dezorientacji, stąd zwierzę oznacza "długą bezskuteczną pogoń" (Władysław Kopaliński, Słownik symboli, wyd. IV, Warszawa 1994, s. 127). Podmiot liryczny podejmuje akcje wspinaczkowe; próbuje osiągnąć cel (kres życia), za drogowskaz mając proste wartości etyczne, jednak nie sposób zarzucić tej twórczości jałowego moralizatorstwa czy też egzystencjalnej nijakości.
         Czy bezpowrotnie minęła delikatność opisu zawartego w Ostrym dyżurze (s. 8): "pnę się na szczyt / jak groszek po tyczce / do słońca". Napotykamy jednak w Raporcie wyimek o erotycznej wędrówce, pasożytniczym w domyśle żywieniu się kochankiem: "Jak bluszcz / oplatasz mnie udami" (s. 27). Passus ten współbrzmi z dowodem na wampiryczne, sataniczne skłonności kobiet: "czemu nocą / upiorem się stajesz" (s. 30), "Wszędzie widzę śmierć / i ludzi bez twarzy / nawet ty wyglądasz / inaczej niż zwykle" (s. 22). Świat uczuć i emocji między kobietą a mężczyzną jest skuty lodem, unieruchomiony: "granica lodu / wciąż niepokonana / na równiku uczuć / znów chłodem powiało" (s. 24), "Znów jesteś zimna / jak lód na czarnym stawie" (s. 26). Ci "kochankowie" nie potrafią się zbliżyć do siebie, łączy ich, tzn. dzieli, co najwyżej miłość obcych ludzi. Autor buduje tekst, kilkakrotnie używając wskaźnika temperatury; ciepło papierosa kontrastuje z zimnym mrokiem mieszkania i męskiej fizyczności: "żarem papierosa / rozświetlasz otchłań pokoju / i moje blade niespełnione ciało" (s. 26). I tu pozwolę sobie gwoli ścisłości przypomnieć, że "biały jeleń" konstatuje zasadę męską, stąd można wysnuć tezę o podszyciu Freudowskim, tj. o potencji płciowej, możności zmysłowej bohatera; nie odważę się jednak zasugerować, że dotykanie "białego jelenia" mieści się w tradycji fallicznej.

         Cenię poezję Rafała "Jeżyka" Kasprzaka za tajemnicę, która kryje się pod warstwą reportażowych doniesień.



Akant, 2007, nr 8

Janusz Orlikowski


Świat z okna


         Przyznam, że nieco sceptycznie podchodziłem do dotychczasowej twórczości Rafała "Jeżyka" Kasprzaka, poety i prozaika urodzonego i mieszkającego w Częstochowie. Chodzi o dwa do tej pory wydane tomiki wierszy "Ostry dyżur" (Warszawa, 1996) oraz "Sennik Syzyfa" (Kraków, 2002). Były dla mnie jakby nieudane warsztatowo, oschłe, pozbawione jakiegoś poetyckiego smaku, stąd i treści tam zawarte traciły na wartości. Z przyjemnością natomiast przyjąłem "Raport", chociaż tytuł początkowo odstraszał swym imieniem. Raport termin jakby wojskowy z dziania się strategicznych wojsk. To zawsze ktoś przeciw komuś. A to już dla mnie zbyt dużo. Lecz gdy przeczytałem pointę pierwszego, tytułowego wiersza: "pomiędzy kawą a herbatą / umiera człowiek", chęć dalszej lektury nie oszukała mnie.
         To zgoła inny Kasprzak, solidny przede wszystkim w formie i treści. Niegubiący się w słowach, zastanawiający się nad ich w układzie wersów sensem i postrzegający ich semantyczną wartość. Tak w wierszu (*** "Jak mówić by słowo"), gdzie pisze: "Jak mówić by słowo / Słowem się stawało / drzemiące myśli / nieme usta poruszyły" jest tego niezbitym dowodem.
         Poeta sytuuje swój podmiot w jednym miejscu, jest nim dom z jego domownikami i dzianiem się wewnątrz jego istoty radości i konfliktów damsko-męskich oraz - metaforyczne okno; nie ucieczka, a spojrzenie w jego głębie jako granicy pomiędzy światem zewnętrznym a wewnętrznym domu, marzeniami podmiotu i syndromem zaistnienia poetyckiego słowa. W wierszu (*** "Zegar bije") czytamy: "W moim oknie / są różne widoki / (...) / jeśli zechce zamykam pokój / i powracam / w świat rzeczywisty". Syndrom okna to u Kasprzaka relacja między rzeczywistością a poezją. Dzieje się ona, czasem zdawać by się mogło zbyt okrutnie: "Patrzę przez okno / i widzę tylko / moje paranoje", (*** "Czasami nie wiem"), lecz nic tu ze stricte paranoidalnych skojarzeń, to raczej wkrada się w dotychczasowy system wartości częstochowskiego poety, egzystencjalizm. Ten być może nieświadomie zauważony w poincie wiersza otwierającego, jeszcze raz powtórzę: "pomiędzy kawą a herbatą / umiera człowiek". Bo w wierszu "Jesień" czytamy: "Wszędzie widzę śmierć/ i ludzi bez twarzy / nawet ty wyglądasz / inaczej niż zwykle". Spojrzenie na kobietę swojego życia przez pryzmat filozofii egzystencjalnej jawi się inaczej, ale i stąd dojrzalej.
         Ta świadomość kreuje wspomniane wcześniej radości i smutki relacji kobieta - mężczyzna w tomiku "Raport" Rafała "Jeżyka" Kasprzaka. To z okna spojrzenie wewnątrz obecności podmiotu. Dzieją się wiersze oparte na solidnej tezie: żyjmy w każdym przejawie życia pięknie, finał to przecież śmierć. Stąd wiele ciekawych wierszy tym podszytych. Na przykład liryk (*** "Zapomnę o tym, co nie wróci"), czy (*** "W naszym domu"): "gdy przekręcasz klucz / w zamku ze zgrzytem / choć zmęczona / przynosisz sens bycia". Banalne? Być może i trochę odwieczne, jak i te słowa: "Chociaż nie wiem / kim jesteś to dlaczego / snom spać nie pozwalasz", (*** "Chociaż nie wiem"). Ten tragiromantyczny obraz, który relacjonuje podmiot wierszy poety przybiera także i nieco zabawowy charakter. Ot taki wiersz (*** "Jest pani tak piękna"), gdzie osoba mówiąca w liryku, pełna zachwytu nad przymiotami kobiecego piękna, jakby kpiąc sama z siebie, ze swojego tu spojrzenia w syndrom okna nieoczekiwanie pisze:

Czy taka piękna kobieta
może robić kupę

         Może, jak może, to może, bym podejrzewał.
         Egzystencjalna świadomość podmiotu i próba nadania codziennej rzeczywistości statusu radosnego przeżywania chwil to credo nasuwające się po lekturze wierszy Rafała "Jeżyka" Kasprzaka z tomu "Raport". Metaforyczne okno zapatrzone w wewnątrz miejsca obecności, (*** "Minęła epoka"): "buduję dom / myślą mową / uczynkiem i zaniedbaniem" jasno kreuje poeta. A przy okazji nie obce mu są zdarzenia: absurdalność życia, spojrzenie na urągający dobry świat, a również na politykę, niesprawiedliwość codzienności naszego globu, negacje zwykłej przyzwoitości, np. w wierszu (*** "Na pierwszych stronach gazet"), (*** "Rozmawiamy o zezwierzęceniu"), czy (*** "Owczy pęd do władzy"). Syndrom okna, granica miedzy światem zewnętrznym i wewnętrznym kreowanego podmiotu.
         Ciekawa to lektura, napisana lapidarnym słowem, a charakteryzująca się znakomitymi uderzeniami zaskakujących point, w czym autor w tym tomie z pewnością celuje.



Gzaeta Kulturalna, 2007, nr 9 (133)

Ignacy S. Fiut


Egzystencjalne wynurzenia poetów


Zbliżająca się jesień i żywiołowa budowa kapitalizmu w Polsce, jego "skrócony kurs", pisany na barkach obywateli, uderza przede wszystkim w ludzi wrażliwych, słabych, delikatnych i młodych, budzi głębokie refleksje egzystencjalne nad sensem istnienia człowieka i właściwie dotyka każdego człowieka z osobna. Efekt ten wzmacnia doświadczenie społeczeństwa ponowoczesnego, usilnie kwestionującego tożsamość ludzi, namawiając przez zmasowane oddziaływanie mediów do jej nieustannego poszukiwania i negocjowania.

         Najostrzej czują ten zamęt aksjologiczny poeci, podobnie jak większość ludzi nie podążają za tymi trendami we współczesnej kulturze, która epatuje się głównie głębią i eskalacją przeżyć, ich ekshibicjonistyczną demonstracją, co często staje się normą dnia powszedniego. Ludzie zostają jakby otoczeni pewną mgławicą kulturowych artefaktów, wzmacnianych procesami wyobcowania i osamotnienia. Mówiąc najprościej - przed takim zmasowanym atakiem demokracji i alienacji - "nie ma już gdzie zwiać". W tej perspektywie przedstawimy nowe tomiki poetyckie, w których pojawiają się najczęściej utwory nasycone typowo egzystencjalnymi pytaniami o sens istnienia, stanowiącymi dla autorów pewną odskocznię ku światu metafory, czy paraboli artystycznej, dzięki którym rozbłyskają w ich duszach iskierki cicho skrywanej nadziei na trochę lepsze jutro.
         (...) Egzystencjalizm w całej swej ordynarnej nagości eksponuje także Rafał "Jeżyk" Kasprzak, który nadał swojemu zbiorowi wierszy tytuł Raport. Jest to faktycznie chłodny raport z dialogu prowadzonego ze światem i ludźmi, pomiędzy którym przychodzi żyć poecie. Właściwie ani narodziny, ani śmierć nie robią na nim większego wrażenia, bo wszystkie te egzystencjalne momenty rozpuszczają się w cywilizacji kipiącego życiem miasta, gdzie ludzie dzielą się jakby na łowców i ofiary i nikt sobie specjalnie nie zawraca tym głowy, że są atomami egoistycznie pozamykanymi w sobie. Te krótkie, dynamiczne wiersze, często zimne jak lód, są jednak wstrząsającym raportem o nas i naszym świecie w jego bezpośrednim doświadczeniu. Dialog ze światem, kobietą, domem rodzinnym i miastem przypomina rozmowę jakby z rzeczami, unaoczniając, że nasze istnienie jest poniekąd absurdalne i należy o tym wiedzieć, a często nawet się z tym godzić. To, co budzi zew krwi poety, zawiera się głównie w pracy mechanizmów współczesnego uprzedmiotowiania życia, które wszystko ujmują zawsze mechanicznie i ekonomicznie, czyli w wymiarze stosowanych technik, kosztów i cen, zaś człowiek, który nawet widzi piękno, nie może zdobyć się na to, by rozkoszować się ciszą i spokojem w jego towarzystwie. Poeta jest niewątpliwie świadomy granic między swoim wnętrzem i zewnętrznym światem, dla którego jego istnienie jest niczym, a młyny przemijania jeszcze drastyczniej wzmacniają to doświadczenie. Próbuje złapać czas, ale ten wyślizguje się z jego rąk.
         Konkluzje zawarte w tym tomiku są smutne, bo wydaje się, że wszystko jest snem, a prawdziwe życie zaczyna się dopiero po śmierci. Nawet Bóg i wiara nie są w stanie zagwarantować sensu istnienia konkretnej jednostce, a przynajmniej dawać jej jakąś realną otuchę. Cóż - zestaw wierszy zawarty w tym tomiku Kasprzaka jest mocny, a wręcz wstrząsający i wydaje się, że poeta uzyskuje ów efekt, po którym człowiek może zrozumieć, że jego istnienie samo bez drugiego człowieka skazane jest zawsze na nicość, a obecność bliskiej sobie osoby również nie gwarantuje przypływu większej nadziei. Potwierdza więc pewną znana prawdę, że z natury jesteśmy sami w świecie, a ten nie waha się nas doświadczać nie tylko swoimi fekaliami, głupotą, cwaniactwem, ale wciąga nas mimowolnie do uczestniczenia w procesach systematycznego rozkładu naszego istnienia. W wierszu bez tytułu dowiadujemy się, że: Kupiłem okno / z widokiem na świat / szyba pochłonęła / mowę miasta / uporczywie obserwuję / ulicę / wszystko co widzę / przypomina kiepski cyrk / w fotoplastykonie. (...)
         Kończąc te skrótowe prezentacje poezji biorącej pod lupę nasze lęki i przeczucia egzystencjalne, warto zauważyć, że w dużej mierze zaznajomienie się z nimi w formie ciekawego dyskursu poetyckiego pozwala wyostrzyć optykę widzenia samego siebie, drugiego człowieka i świata w sposób bardziej wyważony emocjonalnie, pozwalający z nadzieją odbudowywać nasze nadszarpnięte więzi wspólnotowe, bo przecież niczego nie zabierzemy z sobą do wieczności.



Forum Myśli Wolnej, 2007, nr 34-35

Mirosław Pisarkiewicz


Kurz na wietrze


         "Raport" Rafała Kasprzaka, jego trzecia książka poetycka, jest równocześnie statycznym opisywaniem świata, rodem z Gottfrieda Benna i egzystencjalnych koncepcji Sartre`a, a częściowo przyprawiony jest sarkazmem Bursy i buntem Wojaczka.
         "Raport" to poetycka całość, lecz złożona z dwóch przeplecionych ze sobą części. Pierwsza jest wiwisekcją codzienności. Rozbieraniem kolejnych, zwyczajnych chwil na atomy odczuć. Patrzeniem przez szybę na potoczność z lekkim zdumieniem, że szyba, mimo przejrzystości, także potrafi rzucać cień. W tekstach nie ma kreacji. Przesyca je z reguły chłodna obserwacja, zwłaszcza w tych z części "pierwszej". A raczej, pozornie chłodna obserwacja, pełna nieuświadomionego zauroczenia stagnacją. Przestrzeń rzeczywistości jest opisywana behawiorystycznie. Jest statyczna. Nie dzieje się nic wielkiego i przełomowego.
         W tytułowym "Raporcie" po prostu pada deszcz i po prostu umiera anonimowo człowiek. Jak zawsze od wieków. Deszcz obmywa symbolicznie pamięć o zmarłym ze skóry miasta, a zimny prysznic zmywa grzechy realne lub urojone bohatera "Raportu" (książki i wiersza). Kultowy "Biały Jeleń" rozmięka w dłoniach, gdy zbyt wiele grzechów zmusza do o wiele za długiej ablucji.
         W codziennej rzeczywistości jesteśmy bardziej lub mniej czułymi odbiorcami spraw ostatecznych - śmierci człowieka i zatopionego w kałuży księżyca. Zapadamy w sen lub "zemsta… upaja zmysły". Bez względu na wybór i wynik Kasprzak najprostszymi słowami potwierdza nieodwracalność przeznaczenia. Pasjans nie zmieni rzeczywistości w fikcję. Nie cofnie czasu i zdarzeń. U Calderona "Życie jest snem", u Kasprzaka jest tylko widomą prawdą. Czasem brutalną, zwykle nudną, szarą, męczącą powtarzalnością. Życie jest złośliwe. Toczy się pod górę, sypie piachem w oczy, w duszę sączy depresję, podstawia nogę, uderza pechem. Jak u Benna jest wrogiem i turpistycznym zjawiskiem. Można próbować marzyć, ale przed światem nie ma ucieczki i azylu. Nie broni wiara, nie ochrania świadomość, że to wszystko to jakaś paranoja. Dziwaczna wystawa podobnie oprawionych klisz czy kalek w kolorze granatowym, brudzących nadzieję przy dotknięciu. Nie ma awaryjnego wyjścia przez alkohol, telewizor i inne złudy. Można jedynie szukać odrobiny ukojenia w czyichś ramionach lub w rustykalnym ideale świata, który wyzwala od miasta. Miasto jest przeciwnikiem, równie groźnym jak samo życie, potrafi odebrać radość, omotać do niechcianego, unieruchomić. Powoli, poprzez "Rodzinne rozmowy", autor wprowadza czytającego do zbuntowanej "drugiej" części egzystencjalnego "poematu". Jest w niej więcej niezgody poprzez emocjonalne odniesienie się zarówno do obserwowanego świata, jak i do tej, która miała ocalać, a jest przemiennie przyjacielem i rywalem. Od obiektywizującego opisu sytuacji Kasprzak przechodzi do jej subiektywnej oceny - oceny negatywnej. W rozgardiaszu domowego ogniska, w chaosie cieknącego kranu, roznoszonego przez kota brudu, wyziębionego ogniska, tego fizycznego i tego psychicznego sensem bytu jest, mimo wszystko, towarzyszka podróży przez realność. Czasem ogarnia o nią lęk, czasem pragnienie absolutnej stabilizacji z nią, symbolizowanej powiększeniem rodziny. Najczęściej targa dwojgiem namiętność wielu biegunów. Są w niej "granice lodu", "wymiana słów cierpkich", "martwy kamień nocy", a później znów oplatanie udami i... kolejne "(nie) cenzuralne słowa". Zmaganie tytanów w tyglu egzystencji, horacjańskie "odi et amo". Wielka woltyżeria uczuć. W wędrówce po trampolinie emocjonalnej świat "przypomina kiepski cyrk", w którym nikt nie jest autorytetem, każdy jest lub bywa wilkiem. Jest alkohol. Jest przemoc. Jest proza. I jest wiara w przyrodę i prawdziwego człowieka w odkształconej rzeczywistości. Doskonały sarkazm można zamknąć w klamrach idei przewrotnych point. Odkształcona rzeczywistość to przecież marzenie o idealnej utopii. Ale autor pisząc o utopii tworzy antypoetyczną antyutopię przypominając, że człowiek nie jest doskonały, mimo pozorów, że jest zwierzęciem - najpiękniejsze kobiety nie składają się jedynie z woalów światła i eterycznej lekkości o ciężarze mgły, ale również dotyczą tych anielskich zjawisk normalne elementy fizjologicznego wydalania.
         "Jest pani taka piękna" to wiersz graniczny "drugiej" części, w której opanowuje Kasprzaka ironiczny sarkazm niezgody na rodzaj bytu, który go otacza, czy też bohatera jego wierszy. "Wszystko jest nicością", "wszystko przemija", "z kościołów wieje grozą". Według autora "Raportu" życie jest snem, a prawdziwe życie zaczyna się po śmierci. Antyteza Calderona. De la Barca nie posunął się tak daleko jak nasz twórca który sam siebie sprowadza na ziemię stwierdzając, że nie przewidział skutków oddziaływania mądrości życiowej. Świat dzięki temu nasycony jest przez nieszczęście, szarość i Coca Colę. Świat obraca się uwiązany w sferach wydarzeń od teatru na Dubrowce po echa Rospudy. Od gwałcących spokój "Wiadomości" do schizofrenii oniryzmu.
         A poeta kroczy przez miasto i wszystko mnoży i dzieli przez intensywność bólu na prostej płaszczyźnie bieli, poza która wszystko jest kurzem na wierze.



Akant, 2008, nr 1

Tadeusz Zawadowski


Raport pisany na parapecie okna


         Niedawno ukazała się kolejna książka Rafała "Jeżyka" Kasprzaka zatytułowana "Raport". Jest to trzeci w dorobku tego częstochowskiego poety zbiór wierszy. Rozpoczyna go tytułowy utwór, który jest w pewnym stopniu zapowiedzią całości. Rzeczywiście cały tomik jest relacją z życia autora, obserwowanego z perspektywy jego mieszkania, a jeszcze częściej okna. Przedstawione w nim wiersze mają najczęściej formę opisu i to zadaniem czytelnika staje się wyciągnięcie istotnych dla siebie wniosków. Jak na raport przystało wszystkie zamieszczone w nim utwory są pisane białym wierszem i nie posiadają tytułów. Poeta stara się przekonać czytelnika, że treść naszego życia stanowi codzienność i że to ona, a nie wzniosłe czyny, kształtuje jego sens, stając się areną naszych ciągłych rozterek i lęków egzystencjalnych. Pisze o nich m.in. w wierszu na stronie 29: "Są we mnie myśli / których się lękam / i sny które nigdy / się nie spełnią" czy też w innym (s. 17): "Czasem nie wiem / jak żyć / gdy dzień do dnia / podobny / sen jawą się staje // Patrzę przez okno / i widzę tylko / moje paranoje". Przez swoje okno obserwuje świat, w którym coraz bardziej widoczny jest zanik autorytetów: "Nie wierzę prymasowi / ani prezydentowi / w uczciwość prawicy / i prawość lewicy / nie wierzę spikerowi / ani psu" (s. 35). W tej sytuacji jedynym autorytetem zdaje się pozostawać tylko Bóg: "Wierzę w jednego Boga" (s. 35). W innym wierszu (s. 45) autor "Raportu" dodaje: "Główną przyczyną cudów / jest wiara / nawet ta najmniejsza / zaprzeczeniem niebytu". To właśnie w niej i miłości szuka ocalenia. Jednak i ta ostatnia w wierszach Kasprzaka nie jest wzniosła i pełna romantyzmu, ale codziennych problemów i niedomówień. Dużo w niej oschłości i szarości, wyznaczonej jednostajnym rytmem życia, jak chociażby w wierszu ze strony 24: "Siedzimy przy stole / naprzeciwko siebie / dwa różne bieguny". I dalej w tym samym wierszu: "Siedzimy wpatrzeni / zaklęci i głusi / kawa szybko stygnie / papieros się spala/ coraz bardziej zimni / w swych odświętnych szatach / jesteśmy / jakby nas nie było". Szybko jednak poeta dochodzi do refleksji, że "Po co nam ta hardość / w sprawach bez znaczenia / wymiana słów cierpkich" (s. 25), bo przecież są chwile, gdy "Jak bluszcz / oplatasz mnie udami" (s. 27).
         Poeta wierzy w kreatywną moc słowa: (...) "mówić by słowo / ciałem się stawało" (s. 13). Jednak w innym wierszu (s. 32) dodaje, że pisarstwo jest dla niego jedyną formą komunikacji ze światem i zachowania w sobie człowieczeństwa: "Piszę bo codzienność / wciąż odbiera mi mowę".
         W wierszach Rafała Kasprzaka odnajdziemy odniesienia do Calderona i jego "Życie jest snem". W tekście ze strony 17 pisze wręcz: "sen jawą się staje", a w innym (s. 54) dodaje: "wszystko jest snem / prawdziwe życie / zaczyna się po śmierci". Dużo w nich mowy o przemijaniu. Już w tytułowym wierszu stwierdza, że życie jest dla niego ciągłym przybliżaniem się do śmierci: "pomiędzy kawą a herbatą / umiera człowiek" (s. 9). Książka ta momentami staje się wręcz opisem destrukcji: "Dookoła / świat umiera (...) w domu szerzy się / depresja" (s. 14), czy też na kolejnej stronie: "w światłach lamp / wszechświat umiera".
         W poezji Kasprzaka dużo jest sarkazmu i gorzkiej ironii. Są one bardzo widoczne zwłaszcza w wierszach kończących zbiór. W jednym (s. 57) z nich poeta pisze: "Na kilka sekund / zamykam oczy / gdy je otworzę / z głodu umrze / kolejny człowiek".
         "Raport" to ciekawy tomik. Jego autor wskazuje na zagrożenia, które dostrzega poprzez okno swojego pokoju, a także w sobie samym. Nie moralizuje jednak, nie wskazuje jedynych, słusznych dróg wyboru. Zmusza jednak czytelnika do postawienia sobie pytania o sens życia i drogi jego osiągnięcia.



Gzaeta Kulturalna, 2008, nr 3 (139)

Krzysztof Graboń


Zanikająca płaszczyzna


         Częstymi motywami w poezji Pana Rafała "Jeżyka" Kasprzaka jest: śmierć, sen, kobieta. Wszystkie te elementy są ze sobą bezpośrednio powiązane, pomiędzy nimi następuje kooperacja, którą autor opisuje w swojej poezji. Śmierć jest nie tylko występującym motywem, ale także ważnym zagadnieniem z którym boryka się ludzkość. To przez nią dokonujemy refleksji nad naszym istnieniem. Niejednokrotnie bywa motorem, który krzyżuje wszystkie nasze zamiary. Nie podaje definicji śmierci, ale pokazuje nam niczym profesjonalny dziennikarz wewnętrzne wydarzenia, o których zwykły człowiek nie zastanawia się. Deszcz i zimny prysznic, które pojawiły się w dwóch pierwszych utworach poetyckich mają charakter oczyszczania, które jest bezskuteczne, ponieważ czas ciągle jest naszym wrogiem. We fragmentach każdego ludzkiego istnienia ciągle przywiązujemy się do ludzi, którzy się z nami rozstają; począwszy od skończenia szkoły, odejście przyjaciela do innego zakładu pracy lub na emeryturę i trzecie najsmutniejsze rozwiązanie - śmierć, która często utożsamiona zostaje ze snem. Sen zawsze prezentował umarłego człowieka, ale nie koniecznie musi utożsamiać się ze śmiercią:

Wszystko jest snem
wojny pokoje
Stalin i Matka Teresa

Przyrównuje życie człowieka, jego osiągnięcia we wszystkich dziedzinach życia do snu, ponieważ sen jest tak samo krótki jak życie. Autor ze spokojem wypowiada swoje myśli.
         Cała poezja Pana Rafała "Jeżyka" Kasprzaka ma charakter dydaktyczny. Prezentuje spotkanie na płaszczyźnie mistrz - uczeń. Charakter ten, wciąż był zakłócany i jest zakłócany. Być może uczniem pojawiającym się w tej poezji jest kobieta:

Zrównoważona pijesz kawę
cukier w atmosferze
przyprawa mnie o mdłości

Zawsze uczniowie będą bliscy swojemu mistrzowi. Mistrz dobry to taki, który potrafi zainteresować swojego ucznia dziedziną w której sam jest ekspertem mówiąc

już wiesz że na jutro
ogłoszono dziesiąty
stopień zasilania

Zawsze rolą mistrza było przekazywanie swojej wiedzy, tak aby sam uczeń mógł zostać mistrzem i wskazać swojemu następcy drogę po której sam ma podążać, tak, aby mógł być kontynuatorem.
         Raport jest dokumentem, który informuje nas co w danej chwili się wydarzyło, może przybierać najrozmaitsze formy. Gdy czyta się ten dokument to ciągle ma się nadzieje, że zdoła się coś zmienić, uratować od grożącej nam zagłady. Jedynym środkiem zapobiegawczym jest trafne wyciagnięcie wniosków, ponieważ gra, o której często mówią socjologowie toczy się o wielką cenę. My otrzymaliśmy poetycki raport omawiający najważniejsze zagadnienia naszego istnienia.



Szafa kwartalnik literacko-artystyczny, nr 28